Pierwsza podróż na Cypr — co mnie zaskoczyło w 2018 roku
Wszystko, co myślałem, że wiem o Cyprze, było błędem
Pojechałem na Cypr we wrześniu 2018 roku, spodziewając się czegoś pomiędzy Grecją a Turcją — wybielonej słońcem wyspy wakacyjnej z dobrymi plażami i nieskomplikowaną atmosferą. To, co znalazłem, było znacznie dziwniejsze, wielowarstwowe i bardziej interesujące.
Przylecieliśmy do Larnaki we wtorek po południu. Światło było inne od chwili, gdy zeszliśmy z samolotu: twardsze, bardziej poziome, ten rodzaj popołudniowego słońca, które sprawia, że wapień bieleje, a cienie mają ostre krawędzie. Byłem w Grecji, Turcji, na Malcie i we Włoszech, ale to światło było czymś swoim. Cypr leży dalej na wschód niż się spodziewasz patrząc na mapę — na tej samej szerokości geograficznej co Bejrut i Tel Awiw — a pod koniec września wciąż nosi upał lata bez jego opresji.
Pierwszą niespodzianką było lotnisko. Larnaka ma powietrze pogodnej tymczasowości: terminal średnich rozmiarów, który wydaje się wiecznie zaraz wymieniać na coś większego, otoczony palmami i zapachem ciepłego asfaltu. Odebraliśmy samochód (jazda lewą stroną — brytyjskie dziedzictwo, całkowicie nieoczekiwane dla kontynentalnego Europejczyka) i jechaliśmy wzdłuż promenady.
Morze i to, co pod nim
Nie byliśmy przede wszystkim plażowiczami. Ale drugiego poranka pojechaliśmy do Pafos i wybrzeże wzdłuż B6 było zdumiewające: wulkaniczne klify morskie, płytka turkusowa woda, okazjonalna plaża ukryta poniżej drogi. Skała Afrodyty pojawiła się nagle — skalista iglica wyrastająca z Morza Śródziemnego z rodzajem teatralnej pewności siebie.
Nie zaangażowałem się naprawdę w mitologiczny wymiar Cypru przed wyjazdem. Afrodyta urodziła się tutaj, według legendy, wyłaniając się z piany morskiej u tego właśnie wybrzeża. Stojąc przy skale — nie jest to wielki pomnik, tylko kawałek wapnia w morzu — z odpowiednim kontekstem, poczułem coś z tego, co starożytni geografowie musieli czuć, gdy nazywali to miejsce świętym. Jest piękne w niepokojący sposób, piękno czegoś na krańcu świata.
Mozaiki i problem opisu
Park Archeologiczny Pafos był miejscem, gdzie Cypr naprawdę mnie pochwycił. Czytałem o mozaikach rzymskich przed wyjazdem — myślałem, że jestem przygotowany. Nie byłem.
Skala jest pierwszą rzeczą. Dom Dionizosa pokrywa 556 metrów kwadratowych podłogi mozaikowej, zachowanej in situ pod ochronnymi stalowymi wiatami otwartymi po bokach. Chodzi się nad nimi po podwyższonych chodnikach i patrzy w dół na sceny z mitologii greckiej ułożone w teserakty wielkości kości do gry, w kolorach, które nie wyblakły przez 1800 lat.
Paphos: Half-Day City Tour with Tombs of the Kings Entry — polecam tę wycieczkę z przewodnikiem bez wahania; przy pierwszej wizycie zrobiłem to bez przewodnika i rozumiałem może połowę tego, co widziałem.
Pobliskie Grobowce Królów mają inny charakter, ale są równie uderzające. Żadni królowie tam nie są pochowani — nazwa jest aspiracyjna, odzwierciedlając grandezję wykutych w skale komór, a nie królewskie pochówki. Wchodzisz do niskich grobowców i oczy przyzwyczajają się i zdajesz sobie sprawę ze skali tego, wewnątrz czego jesteś: macedońska peristylowa komora pogrzebowa wykuta z litego wapna, licząca 2 300 lat, zimna i ciemna jak piwnica na wino. Nie jest to dokładnie straszne. Jest upokarzające.
Jedzenie, które kazało mi kwestionować wszystko, co wcześniej jadłem
Jedliśmy źle przez pierwszy dzień. To była całkowicie nasza wina: jedliśmy w restauracjach na nabrzeżu w Pafos, które są najsłynniejszą pułapką turystyczną wyspy. Drogie, przewidywalne, kompetentnie przeciętne.
Następnie znaleźliśmy Sto Ellas przy jednej z bocznych uliczek w Ktimie (górna dzielnica starego Pafos), usiedliśmy nie wiedząc za bardzo co zamawiamy i spędziliśmy trzy godziny jedząc. Cypryjskie meze to nie jedno danie, ale procesja — siedemnaście, osiemnaście, dwadzieścia małych talerzy pojawiających się w ciągu wieczoru. Taramosalata, tzatziki, oliwki, kiszone warzywa, potem grillowany halloumi, potem kiełbaski loukanika, potem grillowane kotlety jagnięce, potem koupepia (faszerowane liście winogron w bulionie jajeczno-cytrynowym), potem kleftiko — jagnięcina wolno pieczona odpadająca od kości, potem loukoumades z miodem. Wszystko za 16 EUR od osoby.
Dziwność podzielonej wyspy
Czwartego dnia pojechaliśmy do Nikozji, planując spędzić ranek w Muzeum Cypru i wrócić na południe. Nie planowaliśmy przekroczenia.
Stojąc przy przejściu przy ulicy Ledra — szczelina w buforowej strefie ONZ w środku pieszej ulicy handlowej — spojrzeliśmy na północ. Po drugiej stronie: ulica wyglądająca tak samo, ale czująca się inaczej. Inne oznakowanie, inny język, inne flagi. Sama strefa buforowa, pas szeroki 150 metrów w centrum miasta, zawierała opuszczone budynki widoczne przez druty: hotel, rząd sklepów, roślinność rosnąca przez asfalt drogi, którą nie jeżdżono od 1974 roku.
Przekroczyliśmy. Procedura zajęła osiem minut — pokazany paszport, wręczona karteczka, przejście. Po drugiej stronie, Büyük Han (osmański karawanseraj) był pełen lokalnych sklepów rzemieślniczych i kawiarni, gdzie wypiliśmy turecką kawę i jedliśmy börek. Meczet Selimiye naprzeciwko placu (dawniej Katedra Świętej Zofii, gotycka katedra nadzwyczajnej jakości z XIV wieku) miał swoje minarety i dywany, i spokojnych wyznawców. Ulice były cichsze niż po stronie południowej, budynki mniej odnowione, atmosfera bardziej ospała.
Nicosia: Last Divided City, Tour combining South & North — nie mieliśmy przewodnika przy tym przekroczeniu i żałuję. Historia Nikozji i podziału Cypru jest złożona; przewodnik sprawia, że geografia i polityka stają się zrozumiałe.
Spacerowaliśmy dwie godziny w Północnej Nikozji i wróciliśmy. Myślałem o tym popołudniu wiele razy od tamtej pory. Podział wyspy — formalnie, Cypr Północny jest administrowany przez Turcję, uznawany wyłącznie przez Turcję; ONZ uznaje go za terytorium okupowane — jest tragedią polityczną i ludzką. Ale doświadczenie przekroczenia nie było tak ciemne, jak się spodziewałem. Zamiast tego czuło się jak szczelina w czasie: wejście w wersję miasta, które zostało zachowane, częściowo przez przypadek, od presji rozwoju, który zmienił południe.
Co zrozumiałem o Cyprze pod koniec
Cypr nie jest prostą wyspą. Nie jest „Grecją” (są znaczne różnice kulturowe, a Cypryjczycy są szybcy, by je wskazać). Nie jest „Turcją z plażami” (zupełnie inne). Nie jest ogólnym śródziemnomorskim kurortem pomimo wysiłków dużej części jego przemysłu turystycznego, by tak go przedstawić.
Jest to konkretne miejsce: najbardziej wschodnie europejskie państwo, trzecia co do wielkości wyspa śródziemnomorska, społeczeństwo, które było na skrzyżowaniu imperiów fenickich, greckich, rzymskich, bizantyjskich, krzyżowców, weneckich, osmańskich i brytyjskich i nosi ślady wszystkich z nich.
Wróciliśmy sześć miesięcy później. Wracamy nadal. Ta strona jest częściowo konsekwencją tego pierwszego tygodnia wrześniowego 2018 roku.
Jeśli planujesz pierwszą podróż, zacznij od Pafos na trzy dni i pozwól wyspie skomplikować twoje założenia. Na pewno to zrobi.